Autor: Krzysztof Schechtel

 

Restauracja Jeff’s

 

Galerie handlowe – jedni je uwielbiają, inni wprost przeciwnie – mnie osobiście znacznie jest bliżej do tych drugich. Tym razem jednak schowałem swoje przekonania głęboko do kieszeni – z dwóch powodów: świetnej kuchni oraz dostosowanej restauracji…choć nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Ale po kolei.

Jak już pisaliśmy Kazimierz to absolutnie niedostępne dla osób niepełnosprawnych miejsce. Ma jedną dostosowaną restaurację, pełno kocich łbów na drodze do niej i wygórowane ceny na miejscu. Okropność. Jest jednak pewien sposób, aby obejść ten problem, czyli zjeść w pobliżu nie przechodząc mąk i katuszy. To obejście nazywa się Jeff’s czyli amerykańska restauracja w Galerii Kazimierz. Co istotne nie jest to restauracja ze stolikami na środku galerii, lecz normalna knajpa z wejściem, salami, obsługą i tak dalej.

Trafiamy do niego po konferencji prasowej otwierającej kampanię Jesteśmy Otwarci. Pełni entuzjazmu gubimy się pomiędzy piętrami galerii, lecz mimo tych perturbacji trafiamy wreszcie na miejsce. Nad wejściem neon w stylu wczesnego Las Vegas, obok werandy ze stolikami, co prawda widok marny – bo wejście do Multipleksu i korytarz galerniany w pełnej krasie, ale łatwo można o tym zapomnieć.
Zaletą Jeff’s jest obsługa – standardy znacznie wyższe niż w większości naszych krakowskich restauracji – przy wejściu wita nas menagerka sali, pyta o stolik i czy „dla palących”, czy „dla niepalących”. Potem prowadzi nas do stolika. Po chwili kelnerka przyniesie karty – wszystko odbywa się szybko i sprawnie. Niestety, jeśli nie możemy usiąść przy większych stolikach z podłużnymi klimatycznymi ławami (a dla osoby na wózku nie jest to możliwe) zdani jesteśmy na stolik mniejszy, który czteroosobowy jest tylko z nazwy.
Wystrój jest do cna amerykański – wszędzie neony, urywki z amerykańskich gazet, stare plakaty reklamowe, zdjęcia amerykańskich sportowców. Spójny klimat, który trzeba lubić. Mnie może na kolana nie powala, lecz bardzo doceniam konsekwencję pomysłu.

Menu jest równie spójne i uwielbiam to miejsce za nie – kilka zup – od fasolowej do włoskiej minestrone – wszystkie świetne, kilka amerykańskich specjalności – skrzydełka, hamburgery (potężne rozmiary karzą dwa razy się zastanowić nad ich zamówieniem), żeberka – wszystko naprawdę smaczne. Najlepsze jednak dopiero przed nami – Fajitas, albo z mięsem, albo z krewetkami – pycha. A ile przy tym zabawy – zwijanie placków z pięcioma różnymi dodatkami, do tego mięso prosto z patelni – o to chodzi w dobrym obiedzie! Ale to jeszcze nie koniec atrakcji – specjalnością Jeff’s są oczywiście steki. Podawane w trzech rozmiarach i z różnymi dodatkami, mogą być, jak to steki – well done, średniokrwiste oraz krwiste. Dla mnie wybór jest tylko jeden, czyli krwiste jak cholera, lecz każdy może zamawiać wg własnego uznania. Uwaga – rozmiary są naprawdę spore – jeśli nie jesteśmy naprawdę głodni to radzę pozostać przy rozmiarze średnim lub najmniejszym – tu każde 100 gram robi różnicę.
Po zamówieniu potraw zawsze kelnerka podchodzi zapytać czy wszystko w porządku – jeśli nie jest nie wahajmy się tego powiedzieć – w tym miejscu nie spotkają nas za to obelgi, czy krzywe spojrzenia! Raz, kiedy mięso nie było dobrze zrobione, nastąpiła nie tylko wymiana, ale za problem przepraszała kelnerka, menagerka sali oraz menager całego lokalu – ogromna rzadkość w naszym niesłynącym z dobrej obsługi mieście.
Są też niestety minusy – jak już wspomniałem stoliki są tak małe, że trzy osoby z trudem pomieszczą się przy nich z potrawami. Ceny – cóż, nie jest tu bardzo drogo, lecz i nie tanio – przykłady: zupy 7-9 złotych, sałatki 20-26 złotych, hamburgery 20-29 złotych, drugie dania około 30-40 złotych. Fajitas (gorąco polecam) 39 mięsne, 49 z krewetkami, Steki zależnie od rozmiaru 49-69 złotych. Do każdego steku zupa lub sałatka gratis.
Warto też zwrócić uwagę na atrakcyjne zestawy – happy hours na napoje – do jednego zamówionego drugi gratis, oraz dni, w których do określonej potrawy drugą dostajemy gratis!
A teraz kilka słów o dostępności. Jeff’s jako restauracja nie stawia na dostosowanie – trzeba powiedzieć to sobie otwarcie, ale jego przeszkody można stosunkowo łatwo sforsować. Wejście jest dostosowane, do sal drogę zagradza jeden, wyjątkowo irytujący stopień. To krakowski standard – gdyby go zlikwidować knajpa byłaby dostępna, a tak mamy mały szkopuł. Na szczęście dla wszystkich wózków poza elektrycznymi ten stopień nie jest przeszkodą nie do pokonania, szczególnie że obsługa chętnie pomoże go pokonać. Toaleta – z jednej strony zupełnie niedostosowana (20 schodów do góry), ale ponieważ jest to galeria, to mamy tuż za lokalem dostosowaną dla osób niepełnosprawnych toaletę. To ratuje z naszego punktu widzenia ten lokal, który naprawdę jest godny polecenia.

Ocena:
Otoczenie 1

Wnętrze 4

Obsługa 5

Dostosowanie 2

Toaleta 0/4

Jakość potraw 4,5