Polecamy restaurację dostępną #3
Autor: Krzysztof Schechtel
Restauracja Moliere
Celem naszej kolejnej wyprawy został Moliere – restauracja znana z całkowitego niemal dostosowania i otwarcia na środowisko osób niepełnosprawnych. Prowadzony przez Artura Dziurmana lokal to niezwykle chlubny wyjątek na tle konkurencji. Nie tylko zresztą ze względu na dostosowanie, ale i na udane połączenie teatru z restauracją
Zacznijmy od tego, że Molier to Centrum Kultury i Sztuki Osób Niepełnosprawnych. Tak więc jest to lokal dedykowany temu środowisku. Od ponad siedmiu lat organizowane są w nim imprezy pod nazwą „Dni autentycznej integracji”, których bohaterami są niepełnosprawni twórcy. Organizowane są w ich ramach wernisaże, koncerty, spektakle teatralne i kabarety.
Co więcej robi letnie przeglądy teatralne, wystawia słynny już spektakl Dzikie łabędzie – tworzony wspólnie z osobami z dysfunkcją wzroku. Od zeszłego roku realizuje również program Pełnoprawny-niepełnosprawny, w Polsce audiodeskrypcji – techniki, która polega na wprowadzeniu dodatkowych opisów słownych, umożliwiając dzięki temu osobom niewidomym i niedowidzącym pełniejszy odbiór sztuki. W jego ramach wystawiono na scenie Moliere spektakl Brat naszego Boga wg Karola Wojtyły.
Co niezwykle istotne Moliere to również tętniąca życiem restauracja – położona na jednej z najbardziej znanych krakowskich ulic, czyli na ulicy Szewskiej. Trzy sale, w tym jedna to oranżeria – kolejna rzadkość na krakowskiej scenie gastronomicznej. Piwnice otwarte są od godziny piętnastej i również są w całości dostępne.
Docieramy do Moliera wczesnym popołudniem – wszędzie pełno ludzi, zmierzających do Rynku, albo z niego wracający. W ogródku Moliera też pełno, widzimy m.in. pana Andrzeja Grabowskiego – stałego klienta lokalu. Wchodzimy do korytarza i tam, z poziomu ulicy swobodnie wchodzimy do środka. Miejsce jest przytulne, mniej ekskluzywne niż dotychczas odwiedzane przez nas miejsca. Spory bar, kilka stolików wokół, po lewej jasna oranżeria, po prawej zejście do piwnic. Obsługa kulturalna i uprzejma. Zajmujemy wygodne miejsca w oranżerii i rozpoczynamy studiowanie menu. Dominuje w nim kuchnia Polska – zupy, mięsiwa, rozczarowuje nieco mały wybór sałatek, za to miłym zaskoczeniem są dwa gatunki Carpaccio, w przystępnej, jak na krakowski rynek cenie. Menu nie jest zbyt obszerne, lecz z pewnością nie ma też poważnych braków. My decydujemy się na żurek oraz barszcz czerwony (którego wielkim miłośnikiem jest Bartek) oraz na sałatkę z kurczaka oraz placki po węgiersku, jak nazywa się w naszym kraju placki ziemniaczane z gulaszem.
Przed zamówionymi daniami dostajemy chleb ze smalcem, niedługo po nim wchodzą na stół zupy. Nie ma zbędnego czekania i ćwiczenia cierpliwości zgłodniałego żołądka, co więcej zupy są przepyszne! Żurek – tradycyjny, tłusty, pełen kiełbaski i jajek. Barszcz czerwony smaczny, dobrze doprawiony. Jednym słowem wielki plus. Niestety tradycyjnie już rozczarowują przyprawy – do soli i pieprzu dołączył spirytusowy ocet – ech…
Drugie danie szybko jednak pozwala nam zapomnieć o wpadce sprzed chwili – placki świetne – świeże, porcje akuratne, mięsa ani za dużo, ani za mało. Sałatka pełna wysmażonego kurczaka, ogórków i pomidorów, a wszystko podane na lodowej sałacie. Kuchnia znakomita!
Ocena wystroju musi być niestety nieco gorsza. Widać, że lokal ma już swoje lata i od dawna nie był remontowany. Rzuca się to nieprzyjemnie w oczy. Poza tym jednak można poczuć się w nim całkiem komfortowo, szczególnie że, jak już wspomniałem takie pomysły, jak oranżeria, są w naszym mieście bardzo rzadkie.
Oczywiście restauracja dostaje piątkę za dostosowanie i całego lokalu i toalety, a wielką szóstkę za otwarcie na środowisko niepełnosprawnych. Oby takich miejsc było więcej.
Przykładowe ceny potraw:
Barszcz czerwony z uszkami – 7pln
Żurek – 8pln
Sałatka z kurczaka – 13pln
Carpaccio z wołowiny – 20pln
Placki po węgiersku – 14pln
Ocena:
Otoczenie 3,5
Wnętrze 3
Obsługa 4
Dostosowanie 5
Toaleta 5
Jakość potraw 4
