Polecamy restaurację dostępną #2
Autor: Krzysztof Schechtel
Hotel i restauracja Rubinstein
W drugim odcinku naszego przewodnika wybraliśmy się na Kazimierz – drugie „centrum” kulturalnego, ale i gastronomicznego Krakowa. Niestety równocześnie jest to adaptacyjna pustynia. I nie ma w tym określeniu niestety żadnej przesady…
Kazimierz, z punktu widzenia konsumenta to w zasadzie trzy place: Wolnica, Nowy oraz ulica Szeroka. Pierwszy, choć okazały, dysponuje najmniejszą ofertą i zazwyczaj jest przez turystów omijany. Drugi słynie z knajp i pubów, chociaż i on ma kilka restauracji (steki z oryginalnej argentyńskiej wołowiny przy ulicy Józefa są tego najlepszym przykładem), prawdziwym rarytasem jest jednak ten ostatni – plac przy ulicy Szerokiej.
Wiodą do niego dwie drogi – pierwsza na wprost od Rynku Głównego, przez ulicę Sienną i Starowiślną. Jej minus to duża ruchliwość – plus – wyremontowane chodniki. Druga droga to spacer znacznie bardziej urokliwy, lecz na pewno znacznie bardziej męczący, o ile nie mamy w pełni sprawnych nóg. Idziemy Grodzką, mijamy Pawilon Wyspiański 2000 (całkowicie dostosowany – dodam dla przypomnienia), docieramy pod Wawel, następnie mijamy go w„dół”, czyli ulicą Stradom (po lewej ręce zostawimy całkowicie niedostosowaną, choć kulinarnie ciekawą Kompanię Kuflową), aż do Dietla i Bożego Ciała. Jesteśmy już na Kazimierzu, lecz nasza wózkowa droga przez mękę dopiero się zaczyna. Bartek zmuszony będzie pokonać niezbyt równe drogi ulic Bożego Ciała oraz Meisselsa, ominąć plac Nowy i, poprzez ulicę Józefa, dotrzeć do…dziesiątek metrów kwadratowych ukochanej w Krakowie kostki brukowej. Kocie łby, jak na nie mówimy, może i są „klimatyczne”, ale dla wózka to po prostu horror. Bartek mocuje się z każdym kolejnym metrem. Bolą ręce, opony grożą przedziurawieniem, wreszcie zakręt i…jeszcze więcej kostki brukowej, wszak wzdłuż Starej Synagogi i na samym placu przy Szerokiej również królują kocie łby.
Plac rozplanowany jest w ten sposób, że wszystkie restauracje mieszczą się w kamienicach oraz na przylegających do nich chodnikach, nie zabierając miejsca na środku. Szkoda, że te chodniki na całej swojej długości, a więc wszędzie wokół placu, są wysokie i pozbawione podjazdów. Nie ma ani jednego miejsca, w którym można byłoby wygodnie wjechać na „górę”. To oburzające niedopatrzenie.
Restauracji i wszelkiego rodzaju kawiarni na placu przy Szerokiej nie brakuje. Najbardziej oryginalne i przez to najbardziej znane są restauracje kuchni żydowskiej – Ariel, Ester i Klezmer Hois. I to one były naszym pierwotnym celem, lecz każdy z nich okazał się być kompletnie niedostosowany. Progi, schody, ciasne, niedostosowane toalety – to realia wizytówek krakowskiego Kazimierza. W miejscach tak znanych i prestiżowych to nie jest niedopatrzenie – to jest skandal!
Robimy więc uciążliwą rundkę wokół placu Nowego, pytamy o dostosowanie w kolejnych miejscach – w restauracji Szarej, w Ptaszylu, indyjskim Tandoori, wszędzie z tym samym skutkiem – żadnych udogodnień. Owszem, toaleta bywa większa, ale bez uchwytów, owszem schody są tylko trzy, a nie pięć itd.
Na szczęście, jak to na pustyni bywa, znaleźliśmy wreszcie oazę. I to naprawdę nie byle jaką oazę. Rubinstein – to pięciopiętrowy hotel, klub, kawiarnia i restauracja a wszystko to dostosowane. W toalecie poręcze, na każde piętro dojeżdża winda, pokoje przystosowane do potrzeb osób na wózkach – nareszcie miła odmiana.
Z racji pogody wybraliśmy ogródek – przyjemne stoliki, miłe otoczenie. Widok na każdy zakątek placu. Naprawdę przyjemnie siedzi się w takim miejscu. Obsługa miła, profesjonalna, szczególnie ujął nas recepcjonista, pokazujący nam całą restauracje i odpowiadający na wszelkie pytania. Duży plus i za otoczenie 4/5, i za obsługę 4,5/5. Wnętrze, ekskluzywne, hotelowe, może nieco zbyt surowe, jak na nasz gust 4/5.
Wybór potraw. Cóż, większość restauracji na Kazimierzu, co zauważyliśmy już wcześniej, dysponuje niewielkim, ale za to smacznym i oryginalnym menu. Równocześnie jest też bardzo droga. Mamy więc kilka sałatek – cena waha się od 28 do niemal 40 złotych. Są też makarony, ich cena również oscyluje wokół 30pln. Wreszcie dania główne – aż ślinka cieknie, na te potrawy – wszelkie wołowiny, cielęciny i kaczki, lecz niestety – 45 złotych to najniższa możliwa za nie cena.
My, zdecydowaliśmy się na Lasagne i sałatkę z tygrysimi krewetkami. I jedno i drugie było pyszne i pomysłowo przyrządzone. Lasagne’a mocno pomidorowa, a więc taka jak być powinna, mięso świeże, porcja „w sam raz”. Sałatka urzeka za to smacznymi (co ogromna rzadkość w dalekim od mórz Krakowie) krewetkami, polanymi pomidorowym sosem, kompozycją sałat wszelakich i przyjemnych dodatków. Nie jest jednak daniem stricte obiadowym (jak na przykład w Weselu), lecz czymś pomiędzy przystawką a obiadem.
Reasumując: różnorodna, lecz krótka karta, smaczne chociaż drogie jedzenie 4/5.
Dostosowanie, jak już zaznaczyłem na początku, znakomite – wejście bez progu, odpowiednio skonstruowany podjazd, działająca winda na wszystkie piętra, dostateczna ilość miejsca pomiędzy stolikami i w pełni dostosowana toaleta. Słowem 5/5 z perspektywy osoby poruszającej się na wózku inwalidzkim. Brak niestety udogodnień dla osób słabowidzących.
Trafiliśmy więc pod dobry adres – wyszliśmy z Rubinsteina zadowoleni i uśmiechnięci, lecz niestety na Szeroką, w ramach naszego cyklu już nie wrócimy. Kostka, progi, wysokie chodniki – horror. Jedna, fakt że znakomita restauracja, nie jest w stanie nam tego zrekompensować.
Podsumowanie:
Otoczenie 4
Wnętrze 4
Obsługa 4,5
Dostosowanie 5
Toaleta 5
Jakość potraw 4,5
